Dzieci jako atrakcja turystyczna

Podróżnicy przywożą ze swoich wojaży po świecie mnóstwo zdjeć. Bardzo często są to zdjęcia dzieci: czy to piękne portrety „uchwycone” na ulicy, czy chwytające za serce obrazki ze slumsów z pętającymi się maluchami, czy to selfie ze śmiejącymi się dziećmi stłoczonymi wokół autora zdjęcia. Zdjęcia to piękne pamiątki, jednak gdzie leży granica między niewinnym obrazkiem z wakacji a  poszanowaniem godności i prywatności drugiego człowieka? Gdzie leży linia, za którą sposób w jakie robimy zdjęcie, staje się nieetyczny?

Zdjęcie pochodzi z kampanii ’Children are not Tourist Attractions’ zrealizowaną przez organizację Friends International

Nie ma na to pytanie jednoznacznej odpowiedzi, jednak zawsze przed zrobieniem zdjęcia zadaj sobie pytanie: Czy moje zachowanie nie narusza godności danej osoby? Czy dana osoba (w tym dziecko!) życzy sobie, żeby robić jej zdjęcia? Czy fotografowany przeze mnie człowiek nie miałby nic przeciwko, gdyby wiedział, jak będę to zdjęcie wykorzystywać? Jakie przesłanie, wrażenie będzie budzić to zdjęcie w oglądających? Co będzie zdawało się mówić o mnie, a co o osobie którą fotografuję?

W przypadku dziecka najprostszym sposobem jest po prostu zapytać rodzica czy opiekuna, czy możemy zrobić zdjęcie. Gdy nie ma dorosłej osoby przy nieletnim, najlepiej zrezygnować. A jeśli z jakiś względów musicie to zdjęcie wykonać, zapytajcie samo dziecko, czy sobie tego życzy. Przynajmniej dacie szansę mu odczuć, że szanujecie go jako człowieka i nie jest dla Was tylko zwykłym przedmiotem – eksponatem w galerii.

NIGDY nie oferujcie dziecku (czy jego opiekunom) pieniędzy ani prezentów za pozowanie do zdjęć. To nie tylko nauczy go niewłaściwych zachowań społecznych (o czym piszemy tutaj), ale może wzbudzić w nim przekonanie, ze ulica to łatwy zarobek i bardziej opłaca się pozować turystom niż chodzić do szkoły.

Czasami robienie zdjęć jest po prostu nieetyczne (bez względu na to, czy opiekun dziecka się zgadza czy nie). Dzieci są często wykorzystywane wprost jako atrakcje turystyczne, np. we współczesnych ludzkich skansenach (czyli etnicznych wioskach, które najczęściej z prawdziwą etnicznością mają niewiele wspólnego) czy slumsach (do których organizowanych jest coraz więcej wycieczek, a cały fenomen nosi nazwę „turystyka slumsowa”). Takie atrakcje (podobnie jak domy dziecka, które są otwarte dla turystów, o czym piszemy tutaj ) zwane są „ludzkimi zoo”. Mieszkające tam osoby traktowane są jak zwierzęta na safari, nie mówiąc o tym, że często są więźniami takich miejsc (najsłynniejszy przypadek to etniczne Wioski Długich Szyj – uciekinierów z Birmy, którzy są de facto więzieni przez władze Tajlandii w północnych regionach kraju w celach zarobkowych). Jak czują się dzieci, które mieszkają w takich miejscach? Jak wpływa na ich rozwój fakt, że traktowane są jak przedmioty? Zmuszane do pozowania do zdjęć, często przez samych rodziców/opiekunów, czyli osoby, które powinny je chronić? Do bycia „uroczym” lub „biednym i smutnym” lub „tubylczym” na zawołanie?
Osobną kwestią jest robienie sobie tzw. ‚selfie’ z dziećmi. Internet wprost pęka w szwach od zdjęć białych turystów lub wolontariuszy w otoczeniu czarnoskórych lub skośnookich dzieci (lub wariantów typu „z dzieckiem na rękach”, „z dzieckiem grającym w koci-łapki”, etc), najczęściej w kontekście „pomagania” im (czyt. „rozdawania prezentów i/lub przytulania”). Zdjęcia te nie tylko niosą ze sobą problemy, o których piszemy powyżej, ale również znacząco przyczyniają się do pogłębiania stereotypów towarzyszących post-kolonialnej narracji („biały, aktywny, bohaterski zbawca” i „biedny, bierny, zależny Afrykanin / Azjata”; tzw. „white saviour complex” / „kompleks białego zbwacy”). Problem ten jest tak szeroko zakrojony, tak spłaszcza rzeczywistość i tak bardzo zaburza rzeczywiste widzenie świata, że został opracowany specjalny Kodeks etyczny, który mówi o tym, jak przekazywać informacje dot. krajów globalnego Południa, żeby po pierwsze pozwolić ludziom z tych regionów na zachowanie godności, a po drugie nie stereotypizować ludzi, społeczeństw, a nawet całych narodów (Kodeks wraz z omówieniem można znaleźć tutaj ).

Zwróćmy też uwagę na to, co robimy ze zdjęciami, na których uchwyciliśmy dzieci. Nie wrzucajmy ich do internetu, gdzie dalej niekontrolowanie „pójdą w świat”. Czy chcielibyście, żeby bogaty obywatel Arabii Saudyjskiej zrobił zdjęcie Waszemu dziecku, jak pomaga kosić Wam trawę w ogrodzie, a potem wrzucał te zdjęcia na swoje social media jako ciekawostkę (jak żyją „biedni” ludzie)? To taka sama sytuacja, gdy my w slumsach robimy zdjęcie dzieciom, które przed blaszanym domem pomagają mamie prać koszulki w rynnie ulicznej. Ale nawet w przypadku zdjęć nieodzierających z godności (na przykład zwykłych zdjęć z dnia w szkole), nie powinniśmy tego robić. Jesteśmy odpowiedzialni za te obrazy, a przecież pedofilia czy inne patologie najczęściej dotyczą właśnie zdjęć w sieci. Nie publikujesz zdjęć swoich maluchów? Nie publikuj więc zdjęć czyichś dzieci. Publikujesz zdjęcia swoich pociech? W porządku, to Twoja decyzja. Ale nie wiesz, czy taką samą decyzję podjąłby opiekun dziecka, którego wizerunek upubliczniasz.

Często popełnianym błędem jest też opatrzenie zdjęć komentarzem, który wynika z naszej europejskiej perspektywy bez uwzględnienia realiów świata, w którym zdjęcie zostało zrobione. Przykład? Zdjęcie czarnoskórego dziecka siedzącego po turecku, jedzącego rękami ze wspólnej miski stojącej na ziemi, a do tego komentarz „Takie obrazki pomagają doceniać mi to, co mam. W Ugandzie dzieci wciąż żyją w skrajnie prostych warunkach.” Czy na pewno to dziecko jest nieszczęśliwe? Dlaczego zakładamy, że jedzenie rękami oznacza złą sytuację i nieszczęście? W tej części świata (jak zresztą w większości regionów na ziemi) jedzenie rękami czy siedzenie podczas posiłku na ziemi jest normą kulturową. Jest praktyczne i wygodne. Ludzie jedzą całymi rodzinami z jednej miski. To dla nich wspólny czas. Komentując obrazy ze świata odmiennego kulturowo niż nasz własny poprzez nasze „kulturowe okulary” zafałszowujemy obraz, pogłębiamy stereotypy, przyczyniamy się do błędnej interpretacji wielu zjawisk społecznych.

Oczywiście nie każde zdjęcie dziecka jest „złe”. Za przewodnika (poza wspomnianym wyżej Kodeksem) służyć nam musi również zdrowy rozsądek. Przecież w życiu codziennym robimy sobie często zdjęcia ze znajomymi czy członkami rodziny. Jeśli podczas podróży zaprzyjaźnimy się jakimiś ludźmi, nawiążemy więź, to naturalnym będzie (zawsze za zgodą samych zainteresowanych) zrobić sobie pamiątkowe zdjęcia. Ale zawsze z zachowaniem podmiotowości drugiego człowieka i wszystkich zasad, które zostały przedstawione.


Ten utwór jest dostępny na licencji Creative Commons 4.0  (CC BY-NC-ND 4.0).

Opracowanie tekstu: Magdalena Szymańska.

Wybrane prawa zastrzeżone na rzecz Fundacji Go’n’Act.

http://podrozeaprawadziecka.pl/wp-content/uploads/2019/01/atrakcja.png